Jest taki moment, gdy samotność przestaje być chwilową ciszą, a zaczyna być po prostu... hałasem w tle. Hałasem, do którego się przyzwyczajasz. Gdy "jak minął dzień?" to pytanie, które zadajesz tylko sobie, i to nawet nie zawsze.
Jeśli to znasz ten anons jest dla Ciebie.
Nie rzucam fajerwerkami. Po prostu: facet po 30-tce, z głową na karku i pustym fotem obok na kanapie. Szukam kobiety (ok. 30-45), z którą można by ten przyzwyczajony hałas wyłączyć. Zamienić na rozmowę, wspólny obiad, głupie żarty i tę dobrą, zwykłą bliskość. Taką, która po prostu jest.
Szukam kogoś, kogo stać na napisanie więcej niż paru zdań. Kogoś, nastawionego na wymianę zdań, a nie monolog.
Odpowiedz, jeśli też masz dość chodzenia w kółko i wolisz iść przed siebie, nawet jeśli wolniej, ale w towarzystwie.
P.S. Pierwsze kryterium: umieć się pośmiać z samej siebie.








ogłoszenie














