Citroen C4 z roku 2006 Sercem tej tętniącej mocą maszyny jest 4-cylindrowy, doładowany silnik diesla legitymujący się mocą 90KM. Jak nietrudno się domyślić auto ma sportowe osiągi. W moim mieście jest to jeden z szybszych wozów (zagrozić mi może tylko Skoda Felicia). Przyspieszenie jest sprawą odczuwaną subiektywnie, ale moim zdaniem start Boeinga 737 w konfrontacji z moją cytryną to ledwie spacer. Moment, w którym strzelam ze sprzęgła ruszając cytryną z miejsca spoczynku jest niczym heroinowy orgazm. Wataha wściekłych koni mechanicznych rozbija się o asfalt powodując przyklejenie głowy do zagłówka. Wskazówka prędkościomierza szybuje ku górze niczym sekundnik w analogowym zegarku. Każde muśnięcie gazu uwalnia kolejne pokłady adrenaliny... Choć jest to auto sportowe, można się nim przemieszczać z gracją, rozkoszując się flegmatycznym rytuałem motoryzacyjnej uczty. Samochód byłby w stanie idealnym gdyby nie kilkanaście mankamentów. Opony założone w 2006roku więc ich stan oceniam na 4+. Myślę, że pośmigają jeszcze z pięć sezonów (druty widać tylko w jednej). Fabrycznie siedzenie kierowcy było obszyte całunem turyńskim, ale zdjąłem ponieważ pylił mi na garnitur. Samochód mimo swoich lat ma wyposażenie, którego nie powstydziłby się nowy Mercedes klasy premium: - centralny zamek - światła przeciwmgielne - klima Oczywiście mogłem o czymś zapomnieć. Citroen od narodzin był autem bardzo energicznym i aktywnym. Udało mi się ustalić kilka szczegółów z jego barwnego życia, oto kilka